Korczowski home page


karton dla Prof.Kunza Bogdan Korczowski

Hommage dla mojego Profesora i Przyjaciela Wlodzimierza Kunz'a (1926-2002)

Prof. Wlodzimierz Kunz (ur. 25 lipca 1926 w Dabrowie Tarnowskiej, zm. 6 czerwca 2002 w Krakowie)

Ukonczyl studia na Wydziale Malarstwa krakowskiej Akademii Sztuk Pieknych , dyplom w 1954 , w roku, w ktorym ja sie urodzilem!

Piastowal funkcje Kierownika Katedry Litografii, Dziekana Wydzialu Grafiki, Kierownika Pracowni Malarskiej na Wydziale Malarstwa.

Byl dla mnie Wielkim Doradca. W 1978 roku zrealizowalem dyplom w Jego pracowni.

Prof. Wlodzimierz Kunz byl trzykrotnie wybrany Rektorem ASP w Krakowie (1980-1986 i 1993-1996).

Czesc Jego Pamieci!

 

 

Z dziennikow Izabelli Pajonk:

Wiadomosc o smierci. Zaskoczenie. Imie i nazwisko, ktore zawsze umieszczam w mojej notce artystycznej: "dyplom w pracowni prof. Wlodzimierza Kunza". Dreszcze przeszywaja me cialo.Lzy.Obraz osoby tak bardzo dla mnie waznej. Szczegolnej. Jedynej. Niezwyklej. Moj Maestro. Osobistosc,ktora podziwiami szanuje.Jeden z nielicznych oswieconych...Trudno wyrazic mi to, co czuje...Nie wiem czyjest to smutek...Kupilam po raz pierwszy le cigarette w automacie na jednej z ulic Bolognii.Pewnie wypale cala paczke. Pale rzadko,ale jak juz to non stop,tyle ile do wypalenia.Movimento,ktore wypelnia przestrzen. Caly czas dreszcze.I potrzeba kontaktu. Kiedy widzialam go po raz ostatni ? Nie pamietam tej chwili. Przychodzi mi na mysl moja ostatnia powazna rozmowa.Proba rozmowy. Glebokiej.Intymnej. Prawie spowiedzi.W Domino na Basztowej.Kreci mi sie w glowie od tych fajek.Pelna bylam niepokoju i determinacji. Dwa lata temu w roku 2000 przed moim pierwszym wyjazdem do Italii.Nie mialam sily,aby otworzyc sie do konca.Bylam oniesmielona.Czulam sie zagubiona. Jeszcze wtedy szukalam jakiejs rady... wskazowki... drogowskazu... a moze po prostu glebokiego kontaktu...il raporto profondo... Czulam sie slaba.A on spokojny,z zyczliwym usmiechem powiedzial do mnie:"Pani jest silna. Odwazna. Ja widze to w panimalarstwie... pani ma ogromna sile... korzenie hiszpanskie." Nie wiedzial jak czuje flamenco,jak czuje Andaluzje.
Nie wiedzial w tym sensie,ze nigdy mu o tym nie mowilam.Ale on to wyczuwal... A wiec tak naprawde wiedzial. Bardzo podobal mu sie moj obraz piaskowy. Mowil,ze przypomina mu pustynie.Egipt. Ja jeszcze wtedy nie znalam Egiptu. Pamietam jak opowiadal ,ze w Egipcie,co rano wylawial patykami olbrzymie pajaki z basenu, bo bylo mu ich strasznie zal. Pozostaly w mej pamieci skrawki zdan,pojedyncze slowa... to,ze "nie mamy martwic sie rzeczami,na ktore nie mamy wplywu"......jesien...kojarzaca sie profesorowi z okresem wojny kiedy mial zawsze przemoczone buty i cierpial zimno i glod...Jednak najpelniej pozostala we mnie sama jego cicha OBECNOSC,atmosfera,ktora powstawala kiedy wchodzil do pracowni...kiedy ogladal plotna...jasny,zyczliwy,pokorny,szlachetny,dostojny...
Kiedys przyniosl nam dwie siatki jablek na martwa nature.Ulozyl na bialym papierze na stole. Do wieczora zjedlismy wszystkie. Byl lekki...jakby bez ciala... zawsze w marynarce i w butach na duzym,kwadratowym obcasie. Uwielbial kawowe cukierki. Zawsze cos namprzynosil...cukierki...ciastka...owoce......i jego USMIECH...
...zupelnie jak ten,ktory ostatnio przybyl domnie z Orientu......usmiech dla ktorego warto zyc...
Panie Profesorze tak bardzo tesknie za panem tu na moim wymarzonym Poludniu,siedze na magicznym Piazza Santo Stefano i patrze na kosciol i przeciecie drog......na cyprysy,kolumny,portyki.....stare pomarszczone fasady domow...z cala ta scenografia bardzo sie utozsamiam...lecz zycie,ktore toczy sie tu jest troche poza mna... czasem nawet bawi mnie uczestniczenie w rytmach wloskich...w tej pulsujacej muzyce glosnych rozmow,barowego gwaru i klaksonow... ale czuje,ze nie o to mi chodzi...nie o to... tu zyje sieprzyjemnie,allegro,jedzac,pijac,krzyczac,calujac sie,zartujac...ale czy dotyka sie tych sfer?
I znowu jestem w Golemie.To miejsce,w ktorym tez czuje ,ze jestem u siebie.Pije Bianco Spruzzato campari con vino frizzante i pale purtroppo camele. Patrze na moje fotografie,ktore sa w oddali.Plonie mi twarz...chlodze sie szklem z campari...dotykam twarzy Jedynie muzyka mi dzisiaj nie odpowiada.Jutro chcialabym pojechac do Venezii zobaczyc wystawe w Palazzo Grassi...slonie Colberta.Potem Milano. Muzyka zmienila sie...czasem wystarczy poczekac...zycie toczy sie dalej... zycie zawsze toczy sie avanti...choc niektorzy z nas wysiadaja na przystankach po drodze...jeden z barmanow gwizdze melodie Antonio Jobim...pyszny jest ten czerwony trunek i pieknie wyglada pod swiatlo...spazio rosso.. W drodze do Venezii. Chcialabym przypomniec sobie cos jeszcze odnosnie Kunza. Regina w pelerynie pelnej deszczu przytulajaca spontanicznie Kunza na schodach akademii. Przejezdzam teraz po raz kolejny przez ROVIGO.Mysle o Herbercie. Rovigo - "arcydzielo przecietnosci"...
"...w asyscie jakich dzwonow zjawiasz sie Rovigo zredukowane do stacji do przecinka do przekreslonej literynic tylko stacja - arrivi - partenze i dlaczego mysle o tobie Rovigo Rovigo"Chcialabym kiedys wysiasc na tej stacji i wyjsc na SPOTKANIE. Co czeka na mnie w Rovigo? kiedys zrobie to. I Ferrara...koniecznie pojechac, by zobaczyc biale, podluzne obloki,w ktorych rozstrzyga sie los...Pamietam podarowalam kiedys Kunzowi tomik Herberta "ROVIGO" z okazji wernisazu i na pierwszej stronie jako dedykacje napisalam fragment z "Oblokow nad Ferrara":
"nie moglem wybrac niczego w zyciu wedlug mojej woli wiedzy dobrych intencji ani zawodu przytulku w historii systemu ktory wyjasnia wszystko ani takze wielu innych rzeczy dlatego wybralem miejsca liczne miejsca postojow- namioty- zajazdy na skraju drogi - azyle dla bezdomnych- goscinne pokoje- nocowanie sub Iove- klasztorne cele- pensjonaty nad brzegiem morza pojazdy jak latajace dywany z basni Wschodu przenosily mnie z miejsca na miejsce sennego zachwyconego udreczonego pieknem swiata w istocie byla to mordercza wyprawa splatane drogi pozorny brak celu uciekajace widnokregi a teraz widze jasno obloki nad Ferrara biale podluzne bez zagli prawie nieruchome suna wolno lecz pewnie ku nieznanym wybrzezom to w nich a nie w gwiazdach rozstrzyga sie los"
Chcialabym dotknac teraz obrazu Kunza,ktory wisi w mojej sypialni. Kobieta i mezczyzna patrzacy
w przeciwnym kierunku w pejzazu srodziemnomorskim. Wlasciwie kadr z mojego zycia.. Wrocilam z Bolognii. Wchodze do sypialni by spojrzec na pejzaz srodziemnomorski. Dotykam reliefowej powierzchni plotna.Patrze...Kiedy zasypiam czuje nad glowa kojace ,biale dlonie.