|

Foto z Facebook
Anna
Oliwia Kowalska
Wywiad
z Bogdanem Korczowskim
1.
W "Europie szczesliwej" napisal Pan, ze nie nalezy pytac dlaczego,
tylko jak. Zatem jak i kiedy zaczela sie Panska podróz w swiat
sztuki?
Jak to sie stalo? Urodzilem sie w Krakowie 29 wrzesnia 1954 na ulicy Smolensk
pomiedzy Rynkiem Glównym i Bloniami. Chodzilem do szkoly podstawowej
nr 4, starej szkoly wybudowanej za austryjacko-galicyjsko-mlodopolskich
czasów, tez przy ulicy Smolensk. Ulica ta miala poza tym wszystkim
kilka kosciolów i jeden z wydzialów ASP. Mój ojciec
prowadzil ksiegarnie przy placu Mariackim. Pomiedzy moim domem, szkola
i ksiegarnia ojca byly tylko Planty i Rynek. Kiedy wychodzilem ze szkoly,
zamiast wracac do domu chodzilem do ojca i czasami siedzialem tam az do
zamkniecia ksiegarni. Ojciec pozwalal mi siedziec na tylach sklepu i grzebac
w ksiazkach, rozpakowywac paczki i taplac sie w tym "papierowo-ilustacyjno-literackim"
miszmaszu. Ojciec czesto bral mnie na spacery po Starym Miescie na lokalne
wystawy i do kafejek takich, jak Cafe Rio na ul Sw. Jana, czy do Krzysztoforów.
Jego swiat ksiazek byl utopijnym, marzycielskim, niezwykle pochlaniajacym
swiatem. Jego utopia przejawiala sie miedzy innymi tym, ze byl wielbicielem
Esperanto, uniwersalnego jezyka wymyslonego przez Ludwika Zamenhofa, który
sam marzyl, ze kiedys wszyscy ludzie beda mówic tym samym jezykiem.
Tak wtedy rozpoczalem budowanie mojego " artystycznego swiata",
z Rynkiem Glównym jako Centrum. W 1970 roku, kiedy mialem niecale
16 lat stracilem na przestrzeni kilku miesiecy wszystko, co kochalem:
mojego ojca, który zmarl przedwczesnie na leukemie (efekt pobytu
w komunistycznym wiezieniu w koncu lat czterdziestych). Potem przyszla
gwaltowna smierc Jimi Hendrix'a i Janis Joplin, dwóch ikon tej
epoki (w tym okresie mialo to zwiazek z moim statusem hippisa, którym
sie stalem po elektryzujacych wiesciach z festiwalu Woodstock w 1969).
Poza tym, tamtego lata doszlo jeszcze do samobójstwa hippiski -malarki
Dominiki zwanej "Demonika", która chodzila wtedy po plantach
z piersiami pomalowanymi na zielono, a zeby bylo weselej, to rzucila mnie
Ania Szmuc (mlodsza siostra fotografa Jacka Szmuca). Wiec nie mialem wyjscia
i POSTANOWILEM ZOSTAC ARTYSTA.
2. Urodzil sie Pan w Krakowie, jaki wplyw miala na mlodego artyste
atmosfera miasta?
Oh! Kraków i jego atmosfera! Wiele pisano juz o tym. Jest to szczególne
miejsce w Polsce, jedyne duze miasto o charakterze "sródziemnomorskim",
tak bliskim wloskiemu renesansowi i barokowej koncepcji estetycznej. Poza
tym w tamtych czasach zageszczenie artystyczne na kilometr kwadratowy
w Polsce bylo chyba najwieksze w Krakowie. Teatr, sztuka plastyczna, muzyka,
hippisi itd...wszystko skupione wokól Rynku Glównego. Dzieki
hippisom spotkalem wielu artystów, szczególnie pamietam
Krzysztofa Niemczyka, który pisal wtedy swoje jedyne rewelacyjne
dzielo "Kurtyzana i Piskleta". Mój Kraków tamtej
epoki to Piwnica pod Baranami, Krzysztofory i niezwykle dynamiczny wtedy
jazzowy Klub Pod Jaszczurami. Poza tym jezdzilem ze znajomymi czesto do
Zakopanego, gdzie atmosfera jeszcze jak z Witkacego tez miala na nas wplyw.
Zwlaszcza, jak dostalem sie w 1973 roku na krakowska ASP i jezdzilismy
do domu Akademii na Harendzie. Wtedy bylo tam wiele ciekawych postaci
i wykladowców i studentów. Klub ASP "Pod Reka"
byl fantastycznym miejscem, gdzie wielokrotnie grala hippisowska grupa
"Zdrój Jana". Tak, tak, ta lokalna atmosfera niewatpliwie
wplywala na moje uksztaltowanie intelektualne.
3. Wielokrotnie podkresla Pan swój zwiazek z Krakowem, jednak
nigdy Pan tu nie wrócil na stale, dlaczego?
Ja nigdy nie "opuscilem" Krakowa! Jestem tu bardzo czesto! Nie
lubie okreslenia "wrócil na stale". Kojarzy mi sie to
z przymuszona imigracja. Nie jestem zadnym imigrantem, uchodzca, jestem
artysta. Kiedys z okazji mojej wystawy w poznanskim Arsenale spotkalem
kolege ze studiów, który zapytal, czy nie cierpie z nostalgii
jako emigrant. Zapytalem go ile razy byl w Krakowie od czasu naszego dyplomu.
Okazalo sie, ze nigdy. Powiedzialem mu, ze to on jest imigrantem, a nie
ja. Od czasu mojego zainstalowania w Paryzu jestem bardzo czesto w Krakowie
i przy okazji w Tatrach. Wystawiam w Krakowie w miare regularnie. Ostatnio
mialem wystawy w Galerii Nova w 2005, w Galerii Przedzial w 2007 i Galerii
Zejscie w 2008.
4. A dlaczego Paryz?
Jak to sie stalo? W 1977 roku, bedac na krakowskiej ASP, spotkalem mloda
paryzanke, studentke tej uczelni Claudine Suret-Canale. W 1978 roku wzielismy
slub w Krakowie (wesele bylo w klubie "Pod Reka"). Zamieszkalismy
na ulicy Retoryka i postanowilismy pozostac w Polsce. Chcielismy tym polsko-francuskim
zwiazkiem budowac w Krakowie baze, która nam obojgu, jako artystom
bedzie pomocna w twórczosci i checi podrózowania, ale nie
imigrowania. Niestety narastajaca dramatyczna sytuacja polityczno-ekonomiczna
zmusila zone do opuszczenia Polski. Mimo malzenstwa Claudine nie otrzymala
karty stalego pobytu w PRL-u i musiala placic horrendalne sumy dolarów
za pozwolenie na pobyt. Poza tym, po byle co trzeba bylo stac godzinami
w kolejkach. Ta paranoiczna sytuacja wpedzila ja w depresje i opuscila
Polske. Ja jeszcze jezdzilem tam i z powrotem pomiedzy Paryzem i Krakowem
az do stanu wojennego. W Paryzu w 1982 roku opublikowalem w katalogu Salonu
Mlodego Malarstwa protest przeciwko blokadzie zwiazanej ze stanem wojennym.
To mi nie pozwolilo przez pare lat powrócic do Krakowa. Ale to
juz inna historia...
5. Mial Pan równiez mozliwosc przeniesienia sie do Nowego Jorku,
jednak wolal Pan nieustanne podróze. Dlaczego? Czy nie odpowiadalo
Panu zycie po drugiej stronie oceanu?
W 1986 roku na zaproszenie Jacka Nowakowskiego , wtedy kuratora Polish
Museum w Chicago, przylecialem do USA. Rozpoczal sie okres, który
trwal przez dziesieciolecie, kiedy to regularnie latalem do Nowego Jorku.
Mialem tam przynajmniej raz w roku wystawe indywidualna i w czasie tych
pobytów pozwalalem sobie wielokrotnie na podrózowanie po
samym USA, zwlaszcza w rejony Kalifornii, Arizony, Nevady czy Utah. W
Nowym Jorku wspólpracowalem z dwiema galeriami, Frank Bustamante
Gallery i Leo Tony Gallery, i czesto czulem profesjonalny nacisk, aby
pozostac tam na stale. Po glebokiej refleksji jednak zdecydowalem nie
opuszczac Paryza. Nie jestem antyamerykanski, ale w Europie jest cos szczególnego,
jedynego. Mimo tylu panstw i narodów w europejskim tyglu jest cos
pociagajacego. W Palermo, Kopenhadze, Madrycie, Turynie, Zurychu, Florencji,
Londynie...jest cos "malomiasteczkowego", lokalnego, tak, jak
w moim Krakowie. Tak, wole ta "nasza" strone oceanu.
6. Podróze, to nieodlaczny element Panskiej twórczosci.
Jaka wyprawe najlepiej Pan wspomina?
Samo zycie jest podróza. Ta idea towarzyszy mi przez cale zycie.
Podróz jest zwiazana z pamiecia o czyms innym, niecodziennym. Moja
pamiec jest jak archiwum. Nie wspomnienie, ale archiwum. Wszystko jest
nierozlacznie zwiazane z obserwacja tego, co sie wokól nas dzieje,
a równoczesnie, tego, co dzieje sie w nas samych. Jestesmy inni
w podrozy. Podróz jest przeciwstawieniem sie codziennej rutynie.
Jest nauka, refleksja, swiadectwem. Lista moich podrozy jest dluga, ale
przede wszystkim bardzo lubie wspominac podróze na poludnie, po
swiatlo, cieplo, zapach, kolor. To jest taka moja podróz. "Przezywam"
podróz. Jestem w podrózy.
7.
Rozmawiajac z Panem nie wypada wrecz nie wspomniec postaci Tadeusza Kantora.
To wszechobecne "K.", hasla na obrazach i w koncu list do artysty...to
niezwykla wiez. Czy w jakis sposób jego twórczosc zdeterminowala
Panska?
Tadeusza Kantora spotkalem po raz pierwszy jeszcze w czasach hippisowskich
w kawiarni Krzysztofory okolo 1970 roku . Wywarl na mnie ogromny wplyw
swoja osobowoscia. Siedzial przy swoim stoliku i dyskutowal, krzyczal,
wymachiwal rekami. Byl otoczony wierna grupa sluchaczy, którzy
wpatrywali sie w niego z uwielbieniem. Mialem niecale 16 lat, jak go zobaczylem
po raz pierwszy . Byl bardzo despotyczny. Wymagal absolutnego podporzadkowania.
Wydawalo sie, ze tylko ON posiada JEDYNA wiedze o SZTUCE. Zrozumialem,
ze Sztuka i On, to jedno i to samo. Postanowilem byc taki jak ON.
Tadeusz Kantor powiedzial kiedys (mniej wiecej tak): "(
) opuscilem
autostrade awangardy i ide piechota moja wlasna sciezka na cmentarz (...)"
Tak mniej wiecej dzialam. Inspirowalem sie bardziej jego postacia, osobowoscia
, a nie jego twórczoscia. Oczywiscie jego dzielo jest wspaniale
i uwazam, ze "Umarla Klasa" nalezy do niesmiertelnej, swiatowej
twórczosci artystycznej , ale to jego wewnetrzny teatr, jego wlasne
JA mnie najbardziej fascynowalo. Po raz pierwszy zlozylem mu hold wystawa
zrealizowana w Paryzu w 1983 roku. A litera "K", to moje graficzne
"mrugniecie" do Krakowa, Kantora, Kafki, czy...Korczowskiego.
Determinacja mojego dziela wziela sie niewatpliwie z bezposredniej obserwacji
determinacji z jaka Tadeusz Kantor realizowal swoja Sztuke.
8.
"Kartonteka" wystawiana jest jako "sciana prac" przytlaczajaca
widza swym ogromem, wieloznaczna symbolika i ciemnymi nawarstwiajacymi
kolorami. Co kryje sie za tym artystycznym murem? Jaka jest historia tej
instalacji?
Po smierci Tadeusza Kantora w 1990 roku zrealizowalem olbrzymia instalacje
zatytulowana "Kartonteka" zbudowana z kilkuset prac malarskich
na kartonach o wymiarach 80x60 cm. Pracowalem nad tym pare lat. W calosci
ma to ok. 100 m2. Wystawialem te instalacje wielokrotnie w formie calkowitej
lub we fragmentach. Jest to rodzaj holdu dla kantorowskiej idei zrealizowania
swojego wlasnego archiwum. Jest to rodzaj malarskiego interpretowania
idei pamieci jako archiwum. Wladowalem w to wszystkie elementy, które
wiaza sie z moja interpretacja artystyczna rzeczywistosci. Jest to rodzaj
"korytarza" malarskiego. Tak, jest to absolutnie przytlaczajace...
9. Czyja twórczosc obok Kantora Pan ceni? Obrazy jakich malarzy
bylby Pan sklonny powiesic nad kominkiem w swoim salonie?
Nikogo nie "wieszam", mam setki wlasnych obrazów, moja
pracownia jest zawalona obrazami. Wieszanie obrazu nad kominkiem kojarzy
mi sie z drobnomieszczanskim ciepelkiem i stabilizacja. Nie mam z tym
nic wspólnego. Kiedys jeden z moich kolekcjonerów powiedzial
mi, ze moje obrazy trzyma w piwnicy i tylko czasami wiesza je na scianie.
Na chwile. Uwielbia moje prace, ale powiedzial, ze sa "zbyt drapiezne",
nie da sie zyc z nimi na co dzien...ale jesli chodzi o innych mistrzów,
to bardzo cenie malarzy z regionu Wloch i Hiszpanii. Niewatpliwie sa to
najwieksi artysci sztuki wspólczesnej.
10. "Fototeka" to polaczenie fotografii z malarstwem. Co chcial
Pan w ten sposób osiagnac? Z jakim zamiarem tworzyl Pan te wystawe?
Prowokacja? Dlaczego wybral Pan akurat nagie kobiety?
Jestem malarzem. Forma i kolor jest moim medium. W 1995 roku rozpoczalem
nowa serie prac zatytulowana "Fototeka", gdzie do malarstwa
wlaczylem Polaroid (jest to technika fotograficzna pozwalajaca na uzyskanie
natychmiastowej jedynej niepowtarzalnej odbitki). Fotografowalem ta technika
fragmenty ciala modelki i uzywalem tych odbitek, jako "sladów"
lub kolorowej plamy do moich obrazów. Cialo ludzkie jest wszechobecne
w Sztuce figuratywnej i abstrakcyjnej. Mój wzrok jest jak dotyk.
Moje obrazy sa jak materia do dotkniecia. Materia mnie fascynuje. Od najmlodszych
lat rysowalem modelki. Wszystkie muzea swiata sa wypelnione nagoscia.
Nagosc to nie prowokacja. To rzeczywistosc. Zrobilem setki prac fotograficznych
mieszajac je z malarstwem. Z daleka wyglada to jak moje prace abstrakcyjne.
Z bliska widac fragmenty ciala. Jest cos dwuznacznego, subiektywnego w
odbieraniu kazdego dziela (nie tylko mojego). Ta dwuznacznosc mnie fascynuje.
Zaden obraz nie jest "niewinny", chyba ze jest to tylko praca
dekoracyjna! Cos stoi za kazdym dzielem. Wielokrotnie mówiono o
moich pracach, ze maja elementy zmyslowe. Niekoniecznie sie zgadzalem
z ta interpretacja. Moja forma odpowiedzi bylo pokazanie realnej zmyslowosci.
Równoczesnie w tym procesie zrealizowalem tak duzo polaroidów,
ze zrobilo sie z tego równiez dzielo fotograficzne.
11. Jest Pan artysta niezwyklym, maluje Pan listy do swoich widzów,
przytlacza ich symbolami, przeraza roslinnymi splotami, ale niczego Pan
nie tlumaczy. Zadnego wyjasnienia, drogowskazu. Igra Pan z odbiorca. Dlaczego?
To nie igranie, to koniecznosc. Kazdy widzi to, co chce zobaczyc. Odbiór
wizualny jest niezwykle subiektywny. Kazdy widzi kolor np. czerwony indywidualnie
i róznie reaguje. Praca ma sie bronic sama. Najwazniejsze jest
to, co sie pojawia pomiedzy odbiorca i samym dzielem. Ta energia jest
najwazniejsza. Im glebsza, tym lepiej. Ja nie jestem wieczny, nie bede
mógl zawsze tlumaczyc lub interpretowac. Zostawmy dzielo samemu
sobie. Obraz zyje swoim wlasnym zyciem.
12. Czy to nie jest niebezpieczne, ze zostanie Pan zle zrozumiany, ze
obraz nie dotrze wlasciwie do innego czlowieka? Na przyklad "Fototeka"?
Zycie jest niebezpieczne. Aby je przezyc, ciagle trzeba ryzykowac. Moje
dzielo jest moim zyciem i jest wielkim ryzykiem. Biore to na swoja odpowiedzialnosc.
13. Kiedy mozemy spodziewac sie kolejnych wystaw w Polsce i kiedy znów
odwiedzi Pan Kraków?
Niebawem....
Dziekuje za rozmowe i zycze kolejnych sukcesów
Anna
Oliwia Kowalska wrzesien 2008
|