KORCZOWSKI home page


Livia Anna Kowalska
"Ulamki Rzeczywistosci" Rozmowa z Bogdanem Korczowskim

Mozna powiedziec, ze Pana wystawy siegaja gwiazd - i to doslownie - Orbium Coelestium Skad pomysl na Kopernika i jego dzielo?
Zaczne od starego powiedzenia: "Kiedy medrzec wskazuje gwiezdziste niebo, glupiec patrzy na palec". Kopernik 500 lat temu okreslil, ze jestesmy niczym wiecej, jak tylko cialem niebieskim na orbicie. Uplynely setki lat, a nadal wielu w to nie wierzy. Dlatego uzylem lacinskiego fragmentu tytulu dziela Kopernika - "De revolutionibus orbium coelestium" - do nazwania dosc obszernej nowej serii moich prac malarskich. Zrobilem, aby zaznaczyc, ze chociaz wiem, to jednak znów musze sobie przypomniec lub uwierzyc, ze jestem przede wszystkim malarzem abstrakcyjnym. Moja kosmogonia potrzebuje tych prawd, aby przezyc nalezy tworzyc, aby tworzyc, trzeba wiedziec w jakim momencie sie znajdujemy. Trzymam sie swojej orbity, stad "Orbium Coelestium".


Wystawione prace pochodza z roznych okresow i powstawaly w 3 miastach - w Krakowie, Paryzu i Awinionie, czy klimat tych miejsc wplywal na charakter poszczególnych czesci?
Rozpoczalem prace w trzech miejscach równoczesnie: w moim glównym atelier w Paryzu, w Krakowie, gdzie równiez mam pracownie i gdzie bywam dosc czesto oraz w trzeciej , najbardziej slonecznej w Awinionie w Prowansji, gdzie od wielu lat wypozyczam na okres letni miejsce do pracy. Eksperymenty z jednego miejsca mieszaly sie z doswiadczeniem z drugiego.Obrazy sa rozne, bo zawsze sie tak dzieje, ze miejsce pobytu ma wplyw na twórczosc. Ale zestawiajac je razem, widac jednosc i jasnosc procesu tworzenia.

W krakowskich pracach dominuja cieple, jasne, pastelowe barwy - czyzby Kraków niósl ze soba wiekszy spokój i pogode ducha?
Paradoksalnie najbardziej swietlna i kolorowa jest seria krakowska, a najciemniejsza z poludnia Francji. To chyba wynika z wiecznego zmagania sie ze swiatlem. Malarstwo to jest walka ze swiatlem i kolorem. A atmosfera? Ciesze sie, kiedy wracam do Krakowa, jestem podekscytowany - to moje gniazdo. Natomiast w Paryzu jest codzienna walka, codzienne zycie, a równoczesnie moja wlasna stabilizacja i bardzo duzo czasu dla siebie, natomiast .Awinion to slonce, cykady, bliskosc turkusowego morza.

W "Europie szczesliwej" napisal Pan, ze nie nalezy pytac dlaczego, tylko jak. Zatem jak i kiedy zaczela sie Panska podróz w swiat sztuki?

Jak to sie stalo? Urodzilem sie w Krakowie na ulicy Smolensk pomiedzy Rynkiem Glównym i Bloniami. Chodzilem do szkoly podstawowej nr 4, starej szkoly wybudowanej za austryjacko-galicyjsko-mlodopolskich czasów, tez przy ulicy Smolensk. Ulica ta miala poza tym wszystkim kilka kosciolów i jeden z wydzialów ASP. Mój ojciec prowadzil ksiegarnie przy placu Mariackim. Pomiedzy moim domem, szkola i ksiegarnia ojca byly tylko Planty i Rynek. Kiedy wychodzilem ze szkoly, zamiast wracac do domu chodzilem do ojca i czasami siedzialem tam az do zamkniecia ksiegarni. Ojciec pozwalal mi siedziec na tylach sklepu i grzebac w ksiazkach, rozpakowywac paczki i taplac sie w tym "papierowo-ilustacyjno-literackim" miszmaszu. Ojciec czesto bral mnie na spacery po Starym Miescie na lokalne wystawy i do kafejek takich, jak Cafe Rio na ul Sw. Jana, czy do Krzysztoforów. Jego swiat ksiazek byl utopijnym, marzycielskim, niezwykle pochlaniajacym swiatem. Jego utopia przejawiala sie miedzy innymi tym, ze byl wielbicielem Esperanto, uniwersalnego jezyka wymyslonego przez Ludwika Zamenhofa, który sam marzyl, ze kiedys wszyscy ludzie beda mówic tym samym jezykiem. Tak wtedy rozpoczalem budowanie mojego " artystycznego swiata", z Rynkiem Glównym jako Centrum. W 1970 roku, kiedy mialem niecale 16 lat stracilem na przestrzeni kilku miesiecy wszystko, co kochalem: mojego ojca, który zmarl przedwczesnie na leukemie (efekt pobytu w komunistycznym wiezieniu w koncu lat czterdziestych). Potem przyszla gwaltowna smierc Jimi Hendrix'a i Janis Joplin, dwóch ikon tej epoki (w tym okresie mialo to zwiazek z moim statusem hippisa, którym sie stalem po elektryzujacych wiesciach z festiwalu Woodstock w 1969). Wiec nie mialem wyjscia i po spotkaniu Tadeusza Kantora POSTANOWILEM ZOSTAC ARTYSTA.

Urodzil sie Pan w Krakowie, jaki wplyw miala na mlodego artyste atmosfera miasta?

O tak,niewatpliwie wazne miejsce Kraków i jego atmosfera! Wiele pisano juz o tym. Jest to szczególne miejsce w Polsce, jedyne duze miasto o charakterze "sródziemnomorskim", tak bliskim wloskiemu renesansowi i barokowej koncepcji estetycznej. Poza tym w tamtych czasach zageszczenie artystyczne na kilometr kwadratowy w Polsce bylo chyba najwieksze w Krakowie. Teatr, sztuka plastyczna, muzyka, hippisi itd...wszystko skupione wokól Rynku Glównego. Dzieki hippisom spotkalem wielu artystów, szczególnie pamietam Krzysztofa Niemczyka, który pisal wtedy swoje jedyne rewelacyjne dzielo "Kurtyzana i Piskleta". Mój Kraków tamtej epoki to Piwnica pod Baranami, Krzysztofory i niezwykle dynamiczny wtedy jazzowy Klub Pod Jaszczurami. Poza tym jezdzilem ze znajomymi czesto do Zakopanego, gdzie atmosfera jeszcze jak z Witkacego tez miala na nas wplyw. Zwlaszcza, jak dostalem sie w 1973 roku na krakowska ASP i jezdzilismy do domu ASP na Harendzie. Akademicki
Klub ASP "Pod Reka" byl tez fantastycznym miejscem, gdzie wielokrotnie grala hippisowska grupa "Zdrój Jana". Tak, tak, ta lokalna krakowska atmosfera niewatpliwie wplywala na moje uksztaltowanie intelektualne.

A dlaczego Paryz?

Jak to sie stalo? W 1977 roku, bedac na krakowskiej ASP, spotkalem mloda paryzanke, studentke tej uczelni Claudine Suret-Canale. W 1978 roku wzielismy slub w Krakowie (wesele bylo w klubie "Pod Reka"). Zamieszkalismy na ulicy Retoryka i postanowilismy pozostac w Polsce. Chcielismy tym polsko-francuskim zwiazkiem budowac w Krakowie baze, która nam obojgu, jako artystom bedzie pomocna w twórczosci i checi podrózowania, ale nie imigrowania. Niestety narastajaca dramatyczna sytuacja polityczno-ekonomiczna zmusila zone do opuszczenia Polski. Mimo malzenstwa Claudine nie otrzymala karty stalego pobytu w PRL-u i musiala placic horrendalne sumy dolarów za pozwolenie na pobyt. Poza tym, po byle co trzeba bylo stac godzinami w kolejkach. Ta paranoiczna sytuacja wpedzila ja w depresje i opuscila Polske. Ja jeszcze jezdzilem tam i z powrotem pomiedzy Paryzem i Krakowem az do stanu wojennego. W Paryzu w 1982 roku opublikowalem w katalogu Salonu Mlodego Malarstwa protest przeciwko blokadzie zwiazanej ze stanem wojennym. To mi nie pozwolilo przez pare lat powrócic do Krakowa. Ale to juz inna historia...

Mial Pan równiez mozliwosc przeniesienia sie do Nowego Jorku, jednak wolal Pan nieustanne podróze. Dlaczego? Czy nie odpowiadalo Panu zycie po drugiej stronie oceanu?
W 1986 roku na zaproszenie Jacka Nowakowskiego, wtedy kuratora Polish Museum w Chicago, przylecialem do USA. Rozpoczal sie okres, który trwal przez dziesieciolecie (1986-1995), kiedy to regularnie latalem z Paryza do Nowego Jorku. Mialem tam przynajmniej raz w roku wystawe indywidualna i w czasie tych pobytów pozwalalem sobie wielokrotnie na podrózowanie po samym USA, zwlaszcza w rejony Kalifornii, Arizony, Nevady czy Utah. W Nowym Jorku wspólpracowalem z dwiema galeriami, Frank Bustamante Gallery i Leo Tony Gallery, i czesto czulem profesjonalny nacisk, aby pozostac tam na stale. Po glebokiej refleksji jednak zdecydowalem nie opuszczac Paryza. Nie jestem antyamerykanski, ale w Europie jest cos szczególnego, jedynego. Mimo tylu panstw i narodów w europejskim tyglu jest cos pociagajacego. W Palermo, Kopenhadze, Madrycie, Turynie, Zurychu, Florencji, Londynie...jest cos "malomiasteczkowego", lokalnego, tak, jak w moim Krakowie. Tak, wole ta "nasza" strone oceanu.

Podróze, to nieodlaczny element Panskiej twórczosci. Jaka wyprawe najlepiej Pan wspomina?
Samo zycie jest podróza. Ta idea towarzyszy mi przez cale zycie. Podróz jest zwiazana z pamiecia o czyms innym, niecodziennym. Moja pamiec jest jak archiwum. Nie wspomnienie, ale archiwum. Wszystko jest nierozlacznie zwiazane z obserwacja tego, co sie wokól nas dzieje, a równoczesnie, tego, co dzieje sie w nas samych. Jestesmy inni w podrozy. Podróz jest przeciwstawieniem sie codziennej rutynie. Jest nauka, refleksja, swiadectwem. Lista moich podrozy jest dluga, ale przede wszystkim bardzo lubie wspominac podróze na poludnie, po swiatlo, cieplo, zapach, kolor. To jest taka moja podróz. "Przezywam" podróz. Jestem w podrózy.

Rozmawiajac z Panem nie wypada wrecz nie wspomniec postaci Tadeusza Kantora. To wszechobecne "K.", hasla na obrazach i w koncu list do artysty...to niezwykla wiez. Czy w jakis sposób jego twórczosc zdeterminowala Panska?
Tadeusza Kantora spotkalem po raz pierwszy jeszcze w czasach hippisowskich w kawiarni Krzysztofory okolo 1970 roku . Wywarl na mnie ogromny wplyw swoja osobowoscia. Siedzial przy swoim stoliku i dyskutowal, krzyczal, wymachiwal rekami. Byl otoczony wierna grupa sluchaczy, którzy wpatrywali sie w niego z uwielbieniem. Mialem niecale 16 lat, jak go zobaczylem po raz pierwszy . Byl bardzo despotyczny. Wymagal absolutnego podporzadkowania. Wydawalo sie, ze tylko ON posiada JEDYNA wiedze o SZTUCE. Zrozumialem, ze Sztuka i On, to jedno i to samo. Postanowilem byc taki jak ON.
Tadeusz Kantor powiedzial kiedys (mniej wiecej tak): "(…) opuscilem autostrade awangardy i ide piechota moja wlasna sciezka na cmentarz (...)"
Tak mniej wiecej dzialam. Inspirowalem sie bardziej jego postacia, osobowoscia , a nie jego twórczoscia. Oczywiscie jego dzielo jest wspaniale i uwazam, ze "Umarla Klasa" nalezy do niesmiertelnej, swiatowej twórczosci artystycznej , ale to jego wewnetrzny teatr, jego wlasne JA mnie najbardziej fascynowalo. Po raz pierwszy zlozylem mu hold wystawa zrealizowana w Paryzu w 1983 roku. A litera "K", to moje graficzne "mrugniecie" do Krakowa, Kantora, Kafki, czy...Korczowskiego. Determinacja mojego dziela wziela sie niewatpliwie z bezposredniej obserwacji determinacji z jaka Tadeusz Kantor realizowal swoja Sztuke.

"Kartonteka" wystawiana w krakowskim Muzeum Tadeusza Kantora Cricoteka w 2018 roku jest jako "sciana prac" przytlaczajaca widza swym ogromem, wieloznaczna symbolika i ciemnymi nawarstwiajacymi kolorami. Co kryje sie za tym artystycznym murem? Jaka jest historia tej instalacji?
Po smierci Tadeusza Kantora w 1990 roku zrealizowalem olbrzymia instalacje zatytulowana "Kartonteka" zbudowana z kilkuset prac malarskich na kartonach o wymiarach 80x60 cm. Pracowalem nad tym pare lat. W calosci "Kartonteka" jako instalacja ma to ok. 100 m2. Wystawialem te instalacje wielokrotnie we Francji w formie calkowitej lub we fragmentach. Jest to rodzaj holdu dla kantorowskiej idei zrealizowania swojego wlasnego archiwum. Jest to rodzaj malarskiego interpretowania idei pamieci jako archiwum. Wladowalem w to wszystkie elementy, które wiaza sie z moja interpretacja artystyczna rzeczywistosci. Jest to rodzaj "korytarza" malarskiego. Tak, jest to absolutnie przytlaczajace...

Jest Pan artysta niezwyklym, maluje Pan listy do swoich widzów, przytlacza ich symbolami, przeraza roslinnymi splotami, ale niczego Pan nie tlumaczy. Zadnego wyjasnienia, drogowskazu. Igra Pan z odbiorca. Dlaczego?
To nie igranie, to koniecznosc. Kazdy widzi to, co chce zobaczyc. Odbiór wizualny jest niezwykle subiektywny. Kazdy widzi kolor np. czerwony indywidualnie i róznie reaguje. Praca ma sie bronic sama. Najwazniejsze jest to, co sie pojawia pomiedzy odbiorca i samym dzielem. Ta energia jest najwazniejsza. Im glebsza, tym lepiej. Ja nie jestem wieczny, nie bede mógl zawsze tlumaczyc lub interpretowac. Zostawmy dzielo samemu sobie. Obraz zyje swoim wlasnym zyciem.

HOME PAGE