Tekst
do projektu BLACK
KORCZOWSKI ALBO UCIEC PRZED CZASEM
fragmenty tekstu autorstwa GENICA BACZYNSKI
Tlumaczenie z francuskiego Joanna Grabowiecka
Czas
niedowidzacy
Bogdan
Korczowski maluje i mozna powiedziec, ze maluje "na oslep".
Wyrzeka sie zmyslu wzroku, w pierwszej kolejnosci wlasnego, do chwili,
w której zrenica nie dojrzy tego, co skrywa podswiadomosc.
Nie chodzi tu o nicniewidzenie lub o ciemnosc absolutna, chodzi
o bezwzgledna cisze nocy, która bez narzucania swojej obecnosci
mówi jezykiem rozgwiezdzonej czerni. Opowiada o powtarzalnosci
i jej bezustannym ruchu.
Korczowski
odmawia ukazywania rzeczywistosci i jej krzywego zwierciadla, posluguje
sie symbolem, ale nigdy go nie tlumaczy, porusza sie po omacku,
którego prawda dopelni sie dopiero wraz z jego smiercia.
Piekielna
ziemia
Lecz
u niego ten sen sie powtarza. A powtarzalnosc przeobraza sie w nieskonczonosc.
To malarstwo pozostawia w nas slad trwalszy nie pejzaz.
Korczowski, któremu horyzont jest obojetny, to malarz ziemi, ale
ziemi wcielonej, która pozbawiono obietnicy.
Nie chodzi tu jednak o wymowe stylu, który przypisalibysmy temu
malarzowi piekielnego czasu, ale o slad po ranie, po czasie, któremu
trzeba sie sprzeniewierzyc po to, by móc go unicestwic. Pod uderzeniami
jego pedzla malarstwo staje sie krajem czarnych plomieni, zweglonej
ziemi.
Bogdan Korczowski uwalnia energie, która w malarstwie zazwyczaj
zamknieta jest rama, lecz w przypadku jego ostatnich obrazów krazy
ona po okregu, przesycona namietnoscia i zaburzona jedynie kolorami. Bowiem
swiatlo nie rodzi sie tu z dnia, lecz z cienia. Plótno wykracza
poza ramy, podszeptuje malarzowi wlasna, znacznie wieksza idee.
Gest
nieskosczonosci
Bogdan
Korczowski posluguje sie kolorem w sposób arbitralny, tak, by zaburzyc
mozliwe interpretacje i zaplodnic ogladajacego poczuciem tymczasowej niepewnosci.
Tworzy
obrazy, od których nie mozemy sie uwolnic, rezonujc w nas jeszcze
przez dlugi czas, pozostawiajac po sobie uczucie niepokoju. Byc moze zdolamy
zobaczyc, w jaki sposób jego obrazy nabieraja swej uporczywej
sily. Jezeli nie przenikaja one do naszej podswiadomosci, to tylko dlatego,
ze juz tam sa i czekaja, uspione.
Bogdan
Korczowski nigdy nie stara sie uspokajac leku, jego malarstwo nie
tyle proponuje, co raczej przeczuwa inne rzeczywistosc, w której,
nawet jesli nie czujemy sie komfortowo, mamy mozliwosc rozszyfrowania
gramatyki jej obietnicy, by mogla odrodzic sie z popiolów.
Wchodzimy
w noc, która niepokoi.
Artysta
maluje zakrzywienie czasoprzestrzeni, gdzie symbole o przypadkowych konturach,
zbrzydzone zapomnieniem, obnosza sie ze swoja obecnoscia, by nie powiedziec
z wiecznotrwaloscia.
Gdybysmy sie mieli pokusic o patetyzm, moglibysmy napisac, ze zaklina
smierc, kiedy wymysla piekno.
Korczowskiemu o to wlasnie chodzi o to, co go zachwyca i stygmatyzuje
niektóre ze swoich plócien czarnymi ranami.
KORCZOWSKI
ALBO UCIEC PRZED CZASEM
fragmenty tekstu autorstwa GENICA BACZYNSKI
T?umaczenie z francuskiego Joanna Grabowiecka
|